wtorek, stycznia 31, 2012

26. Review: Olejek do masażu `Migdały i papaja`

Dziś recenzja cudownego olejku z Alerry :] Jest on multizadaniowcem, ale ja głównie uzywam go do włosów.
Olejek nie zawiera alkoholu, silikonu, czy rakotwórczych parabenów. Składa się z samych naturalnych olejów z kontrolowanej biologicznie uprawy, tj.:
+ Olej sojowy.
+ Olej rycynowy.
+ Olej migdałowy.
+ Olej kukurydziany.
+ Olej sezamowy.
+ Olej z kiełków pszenicy.
+ Olej winogronowy.
+ Olej z papai.
+ Oliwa z oliwek.
+ Olej z awokado.
+  Olej jojoba.
+  Olej słonecznikowy.

To pierwszy olej, który dał radę z moimi przesuszonymi końcówkami. Dzięki niemu nie mam już tego problemu. Końcówki są nawilżone i odżywione. Wyglądają naprawdę zdrowo.
Używam go w dwojaki sposób:
+ nakładam go na całą długość włosów na kilka godzin przed myciem, najczęściej około dwóch i zmywam szamponem z Aletrry. Włosy cudownie błyszczą, są gładkie, miękkie, sprężyste po użyciu.
+ nakładam odrobinę olejku na suche już włosy i je związuje, dzięki temu zabezpieczam je przed działaniem zimna na zewnątrz i suchego powietrza wewnątrz. Dzięki temu są wygładzone, nabłyszczone i mają przepiękny zapach.
Przy nakładaniu na włosy wmasowuje też trochę w paznokcie i skórki wokół nich, co sprawia, że ich stan bardzo się polepszył :]
Trochę żal mi nakładać to cudo na skórę ciała, ze względu na objętość i cenę.


Pozdrawiam,
Szarooka
 

niedziela, stycznia 29, 2012

piątek, stycznia 27, 2012

24. Review: Błyszczyk Hean Colour Obsession





Kosmetyki firmy z Hean były jednymi z pierwszych, które używałam. Później troszkę o nich zapomniałam, ale teraz wracają do mnie.
Muszę przyznać, że produkty tej firmy są bardzo dobre i mają rozsądną cenę, ale ciężko je dostać. Sama przez prawie miesiąc szukałam tych błyszczyków, wreszcie znalazłam je w malutkiej drogerii przy moim domu :]
Zakupiłam kolor 41 Delicate Mousse, ponieważ jest praktyczniejszy niż bardziej intensywne kolory. Muszę przyznać, że ten błyszczyk jest po prostu świetny! Oto jego plusy:
+ trwałość - około 2 godzin bez poprawek.
+ nawilża usta.
+ wygładza usta i sprawia, że stają się nieco pełniejsze.
+ estetyczne opakowanie, widać ile kosmetyku pozostało.
+ konsystencja jest dość gęsta, ale nie czuć błyszczyku na ustach.
+ dobrze przylega do us, ale ich nie klei.
+ błyszczyk nadaje satynowy połysk.
+  niska cena.
+ kolor jest półtransparentny, przez co świetnie nadaje się do makijażu gdzie oczy są mocno podkreślone.
+ wydajność.
+ polska firma. Uważam, że powinno się kupować polskie produkty, bo w niczym nie ustępują zagranicznym, czasami są nawet dużo lepsze i tańsze. To taki mały patriotyczny akcent :]

Małe minusy:
- troszkę za twardy aplikator, przez co nabiera zdecydowanie za mało kosmetyku.
- lekko chemiczny zapach.
- dostępność.


Bardzo polecam ten  błyszczyk.

Pozdrawiam,
Szarooka

środa, stycznia 25, 2012

23. Silikonowy detox





Zaczynając moją przygodę z naturalną pielęgnacją włosów byłam pewna, że wystarczy przestawić się olejowanie, domowe maseczki i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki moje przesuszone, zniszczone pasma staną się zdrowe i piękne.
Oh, słodka naiwności.
Moje włosy na silikonowym detoxie dały mi się nieźle we znaki. Puszyły się bardzo, kręciły w różne strony. Były łamliwe i przesuszone. Z niemalże zazdrością patrzyłam na włosy kobiet, które używały szamponów, odżywek z silikonami. Ich włosy przynajmniej wyglądały na zdrowe, w przeciwieństwie do moich.
No cóż, zawzięłam się jednak bardzo. Olejowałam włosy praktycznie codziennie. Tylko na końcówki nakładałam preparaty zawierającymi lekkie silikony, żeby zabezpieczyć je przed dalszym niszczeniem. Włosy miałam ciągle upięte, bo rozpuszczone nie nadawały się do pokazaniu nawet osobom o mocnych nerwach.
Moje włosy w tym okresie były bardzo krnąbrne. Można powiedzieć, że kpiły sobie z moich starań. Miałam czasami takie chwile, że chciałam polecieć do drogerii po jakiś Dove i dać sobie spokój.
Ale jestem z natury twardzielką, więc przetrwałam cały okres detoxu bez łamania zasad.
Moje włosy na oczyszczenie się z warstw silikonów potrzebowały około 6 tygodni. Po tym czasie zaczęły przyjmować dobre składniki z olejów i naturalnych maseczek. Z każdym kolejnym dniem stawały się coraz bardziej nawilżone i wygładzone.
Teraz jestem już zadowolona ze stanu włosów, choć jeszcze im brakuje do ideału, ale wszystko przede mną :]

Mam nadzieję, że tym postem zmotywowałam kogoś do wytrwania w naturalnej pielęgnacji włosów i pokazałam, że jest wymaga ona wytrwałości, ale na efekty warto poczekać :]

Pozdrawiam,
Szarooka

wtorek, stycznia 24, 2012

22. Placuszki śniadaniowe

 Placuszki śniadaniowe, to jedno z moich ulubionych dan na tą porę dnia. Są proste do wykonania, szybkie i sycące.

Składniki na 9 placuszków:
+ 1 Danio 150g
+ jajko
+ 3 niezbyt czubate łyżki mąki
+ szczypta proszku do pieczenia

Jajko roztrzepujemy, dodajemy Danio. Dokładnie mieszamy. Powoli wsypujemy łyżkami mąkę. Należy uważać, żeby nie porobiły się grudki. Patelnię rozgrzewamy, dajemy troszkę masła lub oleju kokosowego (wyjdzie wtedy bardziej tropikalny smak). Masę nakładamy łyżką. Smażymy na rumiano z obu stron. 
Możemy je podawać z dżemami, owocami. Same są również pyszne. Polecam!

Pozdrawiam,
Szarooka

poniedziałek, stycznia 23, 2012

21. Review: Szampony Alterra

  

 Mój blog nazwałam Gray Eyes Reviews, ale jak do tej pory nie pokusiłam się o dodanie żadnej recenzji. Oczywiście przepraszam za to zaniechanie i w tym poście nadrobię to zamieszczając recenzję szamponów Alterry, których używam i które uwielbiam (Moja pielęgnacja part 2).

W tym momencie używam wersji "Papaja i bambus" oraz ""Migdały i jojoba". Ten pierwszy pachnie słodkimi cukierkami, drugi zaś jak migdałowy olejek do ciasta, który moja mama używała do robienia ciast (ach, te zapachy i smaki z dzieciństwa :]). Ogólnie rzecz ujmując zapachy kojarzą mi się pysznie i myślę, że tak naprawdę to tylko one rozróżniają poszczególne szampony. Produkty nie różnią sięani działaniem ani konsystencją. Używałam tez innych szamponów z Alterry, ale w tym przypadku decydujący głos miał mój nos.
A oto plusy tych szamponów:
+ bardzo dobrze nawilżają. Sądzę, że gdyby moje włosy nie były farbowane i nie miałabym tak głęboko zakorzenionego włosomaniactwa, to mogłaby się obyć bez odżywki raz na jakiś czas.
+ świetnie oczyszczają. Zmywają oleje bez żadnych problemów. Myje włosy dwa razy, czyli nakładam małą porcję szamponu, zmywam i powtarzam jeszcze raz. I to wystarczy.
+  mają idealną konsystencję. Nic nie spływa podczas nakładania na włosy.
+ nie zawierają szkodliwych składników. nie znajdziecie w nich rakotwórczych parabenów, silikonów, olejów mineralnych, parafiny, SLS, SLES.
+ są bardzo delikatne i dla włosów, i dla skóry głowy.
+ niesamowicie się pienią, taką zmysłową, kremową pianą. Czytałam wiele opinii na wizażu  i wiele z nich zarzucało tym szamponom, że trudno się je pieni. Być może jest to spowodowane tym, że włosy przed nałożeniem, nie były wystarczająco zmoczone. Tak się dzieje w przypadku szamponów bez detergentów w składzie. Ja polewam włosy dużą ilością wody zanim nałożę na nie szampon i wtedy wystarczy niewielka ilość produktu, żeby wytworzyć  pianę.
+ nie są testowane na zwierzętach. Ogromny plus :]
+ składniki pochodzą z naturalnych upraw.
+ wydajność.
+ dostępność.
+ cena.
+ czy wspominałam już, że pięknie pachną? :] 

Jak widać jestem tymi szamponami oczarowana. Niby zwykła rzecz, a jednak niesamowita :]


Pozdrawiam,
Szarooka

sobota, stycznia 21, 2012

20. Domowe SPA


Dziś zrobiłam sobie dzień poświęcony urodzie. Miałam wolne, więc zarezerwowałam sobie czas na wykonanie paru "rytuałów".
Dzień zaczęłam od szybkiego prysznica i śniadaniowych placuszków z Danio z owocami (przepis wkrótce). Następnie poszłam do klubu na Magic Bar. Po powrocie zrobiłam sobie peeling za pomocą kawy parzonej, soli i oliwy z oliwek. Jest on bardzo skuteczny. Świetnie złuszcza naskórek. Robi to bardzo dokładnie. Aby umilić sobie czas podczas wykonywania go dodałam do niego odrobinę przyprawy do piernika, która nadaje mu cudownego zapachu, mniam :]. Następnie wmasowałam w ciało oliwkę Babydream. Kolana i łokcie posmarowała kremem Kermuren 10 z mocznikiem, który je wygładza i nawilża na długo.
Buzię speelingowałam bardzo delikatnie za pomocą oliwy oraz soli. Nałożyłam na nią następnie maseczkę aspirynową, którą po kwadransie zmyłam ciepłą wodą. Tak przygotowaną skórę przemyłam hydrolatem oczarowym i nałożyłam olejek arganowy, który od dłuższego czasu zastępuje mi krem do twarzy.
Ponieważ jestem blondynką i mam jasne brwi, pomalowałam je dziś brązową henną z Delii. Najpierw nadałam im kształt za pomocą pesety. Następnie posmarowałam je wazeliną, żeby nie ubrudzić skóry. Hennę trzymam około 7 minut, dzięki czemu kolor wychodzi bardzo naturalnie.
Kolejnym etapem mojego domowego SPA była depilacja za pomocą pasty cukrowej. Ponieważ niedawno wydepilowałam nogi, dziś pozostały mi pachy i bikini. Uwielbiam to uczucie po depilacji pastą, gdy skóra jest taka gładka i napięta.
Ostatnią fazą mojego dnia było wykonanie manicure i pedicure. Wymoczyłam stopy w wodzie z dodatkiem oliwy. Starłam naskórek pumeksem i nasmarowałam Kermurenem. Dłoniom zafundowałam kąpiel w ciepłej oliwie. W skórki wmasowałam olejek rycynowy i również posmarowałam Kermurenem.
Płytki paznokci odtłuściłam zmywaczem z Sensique, nałożyłam jako bazę NailTek II i pomalowałam lakier. Na dłonie Wibo z kolekcji Nude w kolorze 396, a na stopy czerwony Cartice Marilyn &Me. Jako top coat użyłam Pierre Rene Diamonds Drops, który ładnie nabłyszcza i utrwala.
Pewnie zastanawiacie się co z włosami? Postąpiłam tak jak pisałam w moim poprzednim poście :]. Zanim poszłam do klubu nałożyłam na nie olejek kokosowy. W ciągu dnia dokładałam oleju na końcówki. Zmyje go jutro szamponem Altery i nałożę maskę z Biowaxa.
Ufff :]

Pozdrawiam,
Szarooka